Z pamiętniczka początkującej wegetarianki

Jeśli chcecie tak jak ja poczuć wstręt do mięsa, a niekoniecznie jesteście w stanie znieść drastyczne filmiki o tym jak traktuje się zwierzęta hodowlane i w jakich warunkach żyją, to polecam …

obejrzeć film What the health, Okja i przeczytać książkę Food Pharmacy. Najlepiej wszystko na raz. Da Wam to wiedzę na temat tego co dzieje się w naszym przewodzie pokarmowym po zjedzeniu mięsa, dlaczego z biologicznego punktu widzenia mięso nie jest nam do życia potrzebne oraz czym jest dzisiejsze mięso i co zawiera. A film Okja można obejrzeć na dokładkę żeby poruszyć swoje zatwardziałe mięsożerne serce. Idealnie byłoby oprócz mięsa nie jeść jeszcze jajek, mleka i innych produktów odzwierzęcych, ale na razie za główny cel postawiłam sobie nie spożywanie mięsa. Zobaczcie czy chociaż przez tydzień mi się to udało…

Dzień pierwszy

Na śniadanie zjadłam 2 wafle ryżowe z pasztetem z pomidorów, rukolą, pomidorem i ogórkiem kwaszonym i 1 wafla z dżemem jeżynowym domowej roboty. Później w biegu zjadłam 1 nektarynkę i kilka kulek winogron. Na obiad, ponieważ nie miałam zbyt dużo czasu zaserwowałam sobie pierogi w stylu greckim z Tesco( ze szpinakiem i serem), podane na liściach rukoli żeby było instafriendly + 2 małe ogórki kwaszone. W międzyczasie zjadłam kilka kulek winogron. Na ostatni posiłek zjadłam zupę ogórkową ugotowaną na warzywnej kostce rosołowej + 2 kanapki. Brakowało mi 4 posiłku, więc wrzucam selfie z tego dnia. Tak wyglądam pierwszego dnia, może po tygodniu będę już wysuszonym trawożercą 😛

 

Dzień drugi

Śniadanie – zrobiłam sobie płatki Nestle Fitness Fruits z mlekiem ryżowo-migdałowym i nie byłam w stanie ich zjeść. Dla mnie to było za słodkie i mi się cofało, więc w połowie zrezygnowałam i zjadłam kanapkę z ogórkiem i rukolą. Na obiad zjadłam makaron pełnoziarnisty z fasolką szparagową i pomidorami suszonymi. W oczekiwaniu na kolację zjadłam marchewkę na surowo. Moja kolacja to dziś ‚hot dogi’ z farszem z pieczarek, cebulki i czerwonej papryki. Farsz przyprawiłam solą i pieprzem i dodałam troszeczkę ketchupu. Nie zrobiłam im zdjęcia bo nie wyglądały zbyt ładnie:P

Po dwóch dniach jest ok. Nie ciągnie mnie do mięsa, ale po takim obiedzie jak widzicie na zdjęciu(fasolka z makaronem) nadal czuje się głodna… może to kwestia tego, że powinnam jeść częściej, albo większe porcje… nie wiem, ale już szukam w internecie jak zrobić wegeburgery 😉

Dzień trzeci

Na śniadanko jajecznica + kromka chleba + kawałek ogórka i pomidora, kolejny posiłek to były dwa ‚hot dogi’ z pieczarkami, cebulką i papryką (zostało mi z wczoraj). Później zjadłam gruszkę ok. 13-14. Do końca dnia nie było mnie w domu i musiałam zjeść coś w biegu i był to rogalik 7days i takie coś w cieście francuskim z kapustą i grzybami + świeży sok, a później bułka z serem. Wiem, wiem nie było super dietetycznie i zdrowo, ale mięsa nie jadłam, a to jest mój główny cel na ten tydzień.

Dzień czwarty

Pierwszy posiłek ok. 8:00 to jajecznica z resztką farszu od ‚hot dogów’ + tost pełnoziarnisty z serem. Ok. 13:00 zjadłam bułkę z camembertem i warzywami, zrobiłam sobie kawkę i zjadłam tartę z owocami z Lidla. Ok. 16:40 zjadłam pierogi leniwe z dżemem domowej roboty. Porcją, którą widzicie na zdjęciu podzieliłam się z psem, bo on bardzo lubi to danie:) Ostatni posiłek to pure ziemniaczane, marchewka zasmażana i kotlety sojowe. Tego dnia też nie zaliczam do super dietetycznych i zdrowych, ale od samego rana czułam głód. Ledwo otworzyłam oczy już burczało mi w brzuchu i czułam, że same warzywka mi dziś nie wystarczą:) 

Dzień piąty

Śniadanie- 1 bułka z sałata, serem i ogórkiem, drugie śniadanie placuszek otrębowy+ nektarynka. Do zrobienia placka użyłam 3 łyżki otręb owsianych, 3 łyżeczki jogurtu sojowego waniliowego, 1 jajko, troszkę cynamonu. Wszystko wymieszałam i podsmażyłam na niewielkiej ilości oleju kokosowego. Na obiad zjadłam pomidorówkę i kanapki. Pomidorówkę pierwszy raz zrobiłam ze świeżych pomidorów i świeżej włoszczyzny. Zawsze robiłam na szybko z mrożonej włoszczyzny i pomidorów z puszki. Ta była przepyszna ! Wieczorem mieliśmy małą domówkę i wszystkie przekąski były bezmięsne.

Dzień szósty

Nie spisywałam na bieżąco tego co jadłam i nie robiłam zdjęć, ale było bezmięsnie. 

Dzień siódmy

Na śniadanie zjadłam kanapki z sałatą, serem, rzodkiewką i ogórkiem. Na obiad zrobiłam ziemniaczki z jajkiem sadzonym i taką jakby mizerią. Na kolację upiekłam bułeczki z farszem z pieczarek, papryki i cebuli.

I tak minął tydzień bez mięsa. Osiągnęłam swój cel. Nie było to aż tak trudne jak myślałam. Bałam się, że mój facet wygna mnie z domu z tymi wszystkimi warzywami, ale nawet przez chwilę nie narzekał 😉 Nie gotowałam dla niego osobnych- mięsnych obiadów. Jadł to co ja i prawie nie zauważył różnicy. Generalnie przez ten tydzień zdarzało mi się jeść słodycze, zjadłam ciasto jak byliśmy w odwiedzinach, nie liczyłam kalorii, jadłam sporo pieczywa, sera, nie ćwiczyłam, ale mimo to czułam się lekko i na wadze mam 0,5 kg mniej. Nie podaję w tym wpisie dokładnego jadłospisu, bo to co napisałam nie ma służyć nikomu za plan zdrowej diety, bo takowy nie był. 

Czy nadal nie będę jadła mięsa?

Będę go unikać, ale nie chce się deklarować. Nazywać wegetarianką itd. Tytuł posta jest taki, bo nie wiedziałam jak inaczej to nazwać. Nie wiem co będzie za 2 dni. Moje zmiany diety zazwyczaj nie trwały dłużej niż tydzień…teraz jest trochę inaczej, bo nie chodzi tylko o jedzenie, ale głównie o zwierzęta. W końcu trochę zaczęłam dopuszczać do siebie myśli o tym jak źle traktowane są zwierzęta hodowlane i jak beznadziejny jest ich los. Od dawna miałam z tyłu głowy myśli o tym, że kocham zwierzęta, a jednak niektóre z nich jem. Mam psa, którego traktuję jak członka rodziny. Dlaczego więc z mojego powodu daję zabijać kurczaki ?

peace & love

Asia

 

Ps. oglądam właśnie serial Grace & Frankie na Netflixie i przez to nie jedzenie mięsa zastanawiam się czy skończę jako stara hipiska 😉 ]