Drugi tydzień bez… czy z mięsem?

Kolejny tydzień mojej próby. Wytrzymałam 7 dni i postanowiłam to pociągnąć dalej. Czy mi się udało?

Poniedziałek

Śniadanko – kanapki z sałatą, serkiem kanapkowym i innymi warzywami. Później zjadłam sajgonki warzywne i bułeczki z farszem z pieczarek, cebulki i papryki. Na kolację zjadłam kanapki i ‚kiełbaski’ wegańskie. W międzyczasie wypiłam napój z chia i próbowałam zjeść ciasto czekoladowe z przepisu Vegemaraton Biegowy, które zrobiłam poprzedniego dnia. Zamiast jagód dałam borówki i nie schłodziłam mleczka kokosowego przed połączeniem z czekoladą i podobno dlatego mi nie wyszło. Ciasto w ogóle nie stężało (wygląda na talerzu jak kupa) i jak dla mnie było za gorzkie.

Trafiłam też w netto na kącik wege i wzięłam kilka produktów na spróbowanie. Plasterki, które mają udawać wędlinę  są spoko, kiełbaski średnie, ale da się zjeść. Papryczki z serkiem mi nie zasmakowały. A reszta czeka na swoją kolej.

Poniżej moje piękne ciasto czekoladowe. Znajdź dwie różnice 😂 😂

 

Wtorek

Na śniadanie kanapki, wiem jestem nudna. Później był jogurt i mini batonik muesli. Na obiad przygotowałam chińskie danie w sosie słodko kwaśnym. Kurczaka zamieniłam na kotlety sojowe no i cholera nie smakowało to tak dobrze jak kurczak 😛 mam jakiś problem z kotletami sojowymi…jakoś tak jest mi po nich nie dobrze. Z wywaru na którym gotowałam kotlety zrobiłam zupę jarzynową- będzie na jutro 🙂 Do picia była lemoniada cytrynowo-pomarańczowa. Także w kuchni to był intensywny dzień. W porze kolacji wpadli do nas znajomi i zrobiłam kilka grzanek z farszem z pieczarek, papryki i cebulki i kilka z pomidorami i serem, zjadłam też kilka czekoladek i ciastek. Wróciłam także do picia morwy białej z miętą. Polecam!

Środa

Rano znowu zjadłam kanapki. Na obiad zupkę jarzynową+ małą kromkę chleba indyjskiego, później zrobiłam racuchy z tartym jabłkiem i zjadłam jeszcze troszeczkę zupy. W międzyczasie zjadłam też jakieś owoce i kilka ciastek z wczoraj:P

 

Czwartek i Piątek 

Minęły bezmięsnie, ale nie miałam czasu spisywać tego co jadłam. Kilka fotek, które udało mi się zrobić.

Sobota

Śniadanko było wege, ale tego dnia byłam na pogrzebie i stypie i zjadłam na obiad rosół (pewnie gotowany na mięsie) oraz kotleta. Dlaczego? Bo nie chciałam wymyślać, robić wokół siebie szumu, odpowiadać na pytania czemu nie jem itd. Nigdy nie deklarowałam się, że będę wege, ja po prostu próbuje ograniczyć spożywanie mięsa, bo trochę się o tym naczytałam i naoglądałam.

Niedziela

Śniadanie było bezmięsne, ale na obiadokolację pojechaliśmy na chińczyka i zjadłam kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.


Nie jadłam mięsa przez 12 dni. Moje wnioski? Taką próbę zrobiłam sobie po to żeby jeść zdrowiej, zobaczyć jak się będę czuła, czy to dla mnie itd. Czułam się dobrze, lekko, nie jadłam przez ten czas fastfoodów, zaczęłam gotować więcej pysznych zup…ale zaczęłam jeść więcej serów, serków na kanapki i też samego pieczywa jadłam sporo. Mam wrażenie też, że pozwalałam sobie na więcej słodyczy…ale moja waga właściwie się nie zmieniła. Nadal będę próbować jeść jak najmniej mięsa, ale zadbam także o to żeby nie zapychać się kanapkami i jeść więcej surowych warzyw. Od października zacznę chodzić na siłownię, może wylewane poty dodatkowo zmotywują mnie do większego dbania o dietę;) 

Pozdrawiam

Asia